Sobota, 17 kwietnia 2021 r.
rozmiar czcionki: A- A A+ | kontrast

Janek w szkole

     Po kilku lekcjach poświęconych omawianiu „Akademii Pana Kleksa” Jana Brzechwy nauczycielka języka polskiego zapowiedziała pracę klasową. Miała to być pierwsza praca klasowa w szkolnej karierze Janka – ucznia klasy czwartej.

 

     Chłopiec martwił się, czy poradzi sobie z napisaniem pracy klasowej. Kilka razy pytał mamę, na czym polega taki sprawdzian. Wychodząc do szkoły w dniu zapowiedzianej klasówki prosił, aby mama trzymała za niego kciuki.

 

 

     Wieczorem Janek z niecierpliwością czekał na powrót mamy z pracy. Widząc, jak wchodzi do domu,  pobiegł do przedpokoju i z radością opowiadał, że już nie boi się pisania prac klasowych z języka polskiego. „To zupełnie łatwe. Pani przygotowała trzy tematy. Wybrałem ten dowolny. Trzeba było opisać nową przygodę Adasia. I było dużo czasu. Pisaliśmy przez dwie godziny. Zupełnie spokojnie zdążyłem wszystko napisać. Chyba dostanę dobrą ocenę. Jak chcesz to możesz przeczytać, bo mam całe wypracowanie na kartce, najpierw pisałem na brudno. Mogliśmy korzystać ze słowników ortograficznych. Sprawdziłem kilka wyrazów, ale chyba mam trochę błędów, bo nie wiedziałem, które wyrazy sprawdzać.” 

 

     Chwilę później mama czytała pracę Janka. Nie ukrywała swojego zdumienia. Wiedziała, że syn umie samodzielnie pracować, ładnie wypowiada swoje opinie, buduje ciekawe zdania, posługuje się bogatym słownictwem. Ale takiej pracy, jak opowiadanie o przygodzie Adasia Janek do tej pory jeszcze nie napisał. Obszerna, poprawna pod względem kompozycji, myśli zamykane w granicach zdań pojedynczych i złożonych, ciekawie wymyślona przygoda z jednoczesnym nawiązywaniem do treści lektury. W wypracowaniu było sporo błędów ortograficznych, ale mama oceniła, że Janek – dziecko z problemami o podłożu dysortograficznym – odniósł bardzo duży sukces. Przytulając synka, powiedziała, że uważa, że świetnie sobie poradził. Rozradowany Janek w podskokach pobiegł do pokoju i zabrał się do czytania „Pinokia” – lektury przeznaczonej do omawiania  w najbliższym czasie na lekcjach języka polskiego.

 

     Język polski to przedmiot, którego nauka zawsze sprawiała Jankowi trudność. Był dzieckiem z opóźnionym rozwojem mowy. Przez kilka lat korzystał z pomocy logopedycznej. Naukę szkolną rozpoczął z opóźnionym rozwojem percepcji słuchowej i wzrokowej. Nauczył się czytać dopiero w drugim półroczu pierwszej klasy. Wcześniej radził sobie w ten sposób, że zapamiętywał treść czytanek i odtwarzał je z pamięci udając, że czyta. Badanie w poradni psychologiczno – pedagogicznej wykazało znaczne zaburzenia słuchu fonemowego. Chłopiec używał bogatego słownictwa i potrafił budować poprawne zdania, ale nie lubił pisemnych form wypowiedzi. W pisaniu ze słuchu czy z pamięci, a nawet w wyrazach przepisywanych popełniał bardzo dużo błędów – zarówno typowo ortograficznych, jak i specyficznych. Ciągle ćwiczył, ale z każdego dyktanda dostawał jedynkę. Dokonując poprawy dyktand przepisywał całe rzędy wyrazów, w których zrobił błąd, ale ta praca w żaden sposób nie wpływała na zwiększenie poprawności ortograficznej jego prac pisemnych. Stopniowo przestawał wierzyć, że w nauce języka polskiego może odnieść sukces. Mama pomyślała, że dzisiejsza praca klasowa to szansa dla jej syna. Może fakt, że tak dobrze poradził sobie z trudnym pisemnym zadaniem pozwoli mu uwierzyć w jego możliwości?

 

     W ciągu najbliższych dni Janek każdego ranka miał nadzieję, że nauczycielka języka polskiego odda poprawione prace klasowe.

     W piątek chłopiec z rezygnacją wszedł do domu. Zostawił kurtkę i plecak w przedpokoju. Zajrzał do kuchni. Mama przygotowywała obiad.

  • No to mam dopa – oznajmił spokojnie.
  • Jak to dopa? Nie rozumiem o czym mówisz – Mama nie ukrywała zdziwienia.
  • Z pracy klasowej z polskiego. Dostałem dopuszczającą.
  • Z jakiej pracy klasowej? – Mama w dalszym ciągu nie mogła zrozumieć o czym mówi jej syn.
  • Jak to, z jakiej, z tej o nowej przygodzie Adasia.
  • Niemożliwe – wyrwało się mamie. – Pokaż.

     Janek wyjął z tornistra zeszyt z pracą klasową. Mama z niedowierzaniem przyglądała się wypracowaniu syna. Wszystko było tak, jak na kartce, którą wcześniej czytała. Jedynymi błędami poprawionymi przez nauczycielkę były błędy ortograficzne. Pod wypracowaniem widniała ocena: dopuszczający. I komentarz: Praca bardzo ciekawa, ale sporo w niej błędów ortograficznych. Mama milczała przez długą chwilę, czuła, jak ogarnia ją poczucie smutku. W końcu powiedziała:

  • Bardzo mi przykro synku. Ale zobacz, pani doceniła to, co napisałeś. Widzisz: Praca bardzo ciekawa.
  • I co mi z tego, że ciekawa! – wybuchnął chłopiec. – Wolałbym żeby nie była ciekawa, ale bez błędów! Dostałbym wtedy przynajmniej dobrą ocenę!

 

      Mama nie mogła pogodzić się z faktem, że strona poprawności ortograficznej zadecydowała o całościowej ocenie tak dobrze napisanego przez czwartoklasistę wypracowania. Poszła porozmawiać z nauczycielką języka polskiego. Pani powiedziała, że zdążyła się zorientować, że problemy Janka mają podłoże dysortograficzne, ale nie mogła inaczej ocenić jego pracy, bo takie są zasady. Na sprawdzianach i egzaminach zewnętrznych stosuje się kryteria oceniania sprawiające, że błędy ortograficzne obniżają ocenę w pewnym tylko stopniu, ale w codziennym ocenianiu ortografia ma decydujące znaczenie.

  • Czym w takim razie różni się dyktando od pracy klasowej? – zapytała mama. – Jeżeli jedna i druga forma stosowana jest tylko po to, aby sprawdzić czy uczniowie piszą poprawnie pod względem ortograficznym, to po co wymagać od dzieci dodatkowego wysiłku związanego z samodzielnym pisaniem wypracowania? - Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

     Koleżanka mamy, polonistka ucząca w innej szkole, powiedziała, że ona stosuje przy ocenianiu wypracowań kryteria obowiązujące egzaminatorów sprawdzających prace uczniów w ramach egzaminów zewnętrznych. 

  • Daj Jankowi wsparcie. Zgłoś go na badanie pod kątem dysortografii. -zasugerowała mamie. – Nauczyciel polonista musi uwzględniać opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej przy ocenie poprawności ortograficznej prac uczniów.
  • Tak, chyba tak zrobię. – Z rezygnacją przytaknęła mama. – Ale czy opinia
    o dysortografii będzie miała wpływ na to, co Janek będzie o sobie myślał?

 

     Miesiąc później Janek pisał pracę klasową kończącą omawianie „Pinokia”. Tak, jak poprzednio przyniósł mamie napisane na brudno wypracowanie. Praca była poprawna kompozycyjnie, ale bardzo krótka. W porównaniu z opowiadaniem o Adasiu, wydała się mamie dość przeciętna.

  • Dobrze pomyślałem? – Janek był wyraźnie zadowolony z siebie. – Napisałem krótko żebym miał czas sprawdzić, jak się pisze wszystkie wyrazy. Sprawdziłem wszystkie, po kolei. Ale niektórych nie było w słowniku, na przykład nigdzie nie mogłem znaleźć wyrazu ojcu, nie wiem czy napisałem dobre u.

     Za pracę oceniającą jeden z uczynków drewnianej kukiełki Janek dostał ocenę dobrą. Tym razem pod pracą nie było żadnego komentarza.

  • Cieszysz się? – Janek patrzył w oczy mamy. Mama przytuliła synka. „Nie, nie cieszę się” – pomyślała ze smutkiem.

 

Artykuł wydrukowany w miesięczniku „Dyrektor Szkoły” nr 4/2009