Poniedziałek, 18 stycznia 2021 r.
rozmiar czcionki: A- A A+ | kontrast

Dzieci prawie niekorzystające z mediów elektronicznych? – czy to jest możliwe?

Wywiad przeprowadziła Magdalena Broniszewska – psycholog Poradni

Pani Kinga i Pan Rafał są młodymi rodzicami trójki pociech: 8 letniej Kornelii, rok młodszej Asi i 4 letniego Mikołaja. Moją uwagę zwrócili, gdy przyznali, że ich dzieci prawie wcale nie korzystają z tabletów i komputera a telefon (mimo, że ma Internet) wykorzystują tylko do kontaktu z rodzicami. Niemożliwe? A jednak…

 

MB: Bardzo mnie Państwo zaintrygowali, gdy usłyszałam, że wasze dzieci praktycznie w ogóle nie korzystają z komputera czy telefonu…

Pan Rafał: Tak, generalnie dzieciaki korzystają, z takiego sprzętu bardzo sporadycznie, czasem do kontaktu z kuzynkami, albo żeby puścić muzykę z Youtube`a gdy robią imprezę… Wtedy wszystkie lampki choinkowe, niezależnie od pory roku, są wyjmowane i organizowana jest dyskoteka…

Pani Kinga: Ostatnio w wakacje, kiedy przyjechali do nas znajomi z dziećmi w podobnym wieku do naszych, my dorośli mieliśmy grilla a dzieci miały swoją imprezę w domu, a lampki choinkowe były powieszone nawet na balkonie…

MB: Czy taki pomysł na wychowanie dzieci, z ograniczonym czasem spędzanym na komputerze, mieli Państwo od samego początku?

Pani Kinga: Właściwie tak, byliśmy zgodni, że nie chcemy, żeby dzieci nadmiernie skupiały się na sprzęcie elektronicznym, bo wydaje nam się, że takie dzieci mają większe problemy w kontaktach społecznych i są mniej kreatywne. Czytanie i czas spędzony na zabawie wymyślanej przez dzieci bardzo rozbudowuje wyobraźnię, co widzę na przykładzie naszych dzieci. To nie jest tak, że oni nie chcą grać, że nie są zainteresowani, ale staramy się pokazywać im plusy wynikające z tego, że spędzają czas w inny sposób.

MB: A oprócz tego, że gry zmniejszą kreatywność jakie jeszcze widzą Państwo zagrożenia?

Pani Kinga: Przede wszystkim tłumaczymy dzieciom, że w Internecie mogą pojawić się różne, niekoniecznie dobre rzeczy czy ludzie. Że mogą być namawiane do robienia złego, krzywdzenia innych, czy do jakiś podejrzanych spotkań. Nie chodzi nam o to, żeby dzieci straszyć, ale żeby przedstawiać im fakty, jak to rzeczywiście wygląda. Tłumaczymy to w sposób dla nich zrozumiały, ale nie bajkowy, nie oszukujemy. Kiedy ostatnio szłam z synkiem na zastrzyk, to opowiedziałam mu, że będzie strzykawka i ukłucie i to troszkę będzie bolało, ale, że się przytulimy i wszystko będzie w porządku. I tak przygotowany świetnie sobie poradził.

Pan Rafał: Wracając do gier, to mamy jedną w którą dzieci grają na komputerze, ale niezbyt często. To gra gdzie chodzi się postacią, zbiera się jakieś monety, ale jak się popełni błąd to trzeba odpowiedzieć na pytania np. jaka jest stolica Polski.

MB: Czyli jak gry to takie, które czegoś uczą?

Pan Rafał: Tak. My tą grę w szkole na płycie CD kupiliśmy. Później usiadłem z dzieciakami, żeby zobaczyć co to za gra i żeby im wytłumaczyć o co w niej chodzi.

Pani Kinga: Tam jest w zasadzie jeszcze jedna gra, która jest bardzo fajna. Wybiera się kontynent i lektor o tym kontynencie opowiada wszystko, o faunie i florze. I później trzeba odpowiedzieć na pytania związane z tym kontynentem. Dziewczyny bardzo tą grę lubią, bo mogą się przy tym sprawdzić.

MB: Mówimy o dzieciach, ale chciałabym też zapytać co z Państwem? Czy Państwo nie korzystacie z portali społecznościowych, komunikatorów internetowych?

Pani Kinga i Pan Rafał: Korzystamy…

MB: No i jak to jest? Dzieci nie mówią: „Mamo a Ty możesz, Tato a Ty możesz, więc czemu my nie?”

Pan Rafał: Ja długo z portali społecznościowych nie korzystałem. Zacząłem, gdy chciałem rozreklamować swoją firmę, więc założyłem profil i teraz tam czasami zaglądam.

Pani Kinga: To wciąga…

Pan Rafał: Jasne, że wciąga, ale my też nie siedzimy w tych telefonach bez przerwy. Robimy to gdy dzieci się bawią, albo wieczorem gdy już śpią.

Pani Kinga: Ale też zdarza się, że gdy coś interesującego oglądam i dzieci są w pobliżu, to je wołam i pokazuję. I później o tym rozmawiamy. To nie jest też tak, że my tych telefonów strasznie pilnujemy i nie wolno im na nie spojrzeć.

MB: Zastanawiam się jak to będzie, gdy dzieciaki będą nastolatkami. Wtedy już chyba nie unikniecie Państwo, że dzieci będą miały swoje telefony, będą chciały korzystać z portali internetowych… Myśleliście już Państwo o tym?

Pani Kinga: Jeszcze tak daleko nie wybiegaliśmy w przyszłość, ale staramy się z dziećmi rozmawiać. Gdy coś się wydarzy trudnego, albo nowego to staramy się to tłumaczyć, a one śmiało pytają. Może jeszcze nie wiem jak ten bunt nastoletni może wyglądać… (śmiech)

MB: Czyli stawiacie Państwo na kontakt i rozmowę… A jak Wasze dzieci spędzają wolny czas?

Pan Rafał: Hmmm… W zasadzie to zabawa może powstać ze wszystkiego. Jeździmy do babci, dziewczyny wyciągają jakieś stare szpilki i już jest zabawa, są zdjęcia…

MB: Pani Kinga wspominała podczas naszego pierwszego spotkania, że jak są budowane szałasy to wszystkie koce i ręczniki są potem do prania…

Pani Kinga: Tak… Ale jak sobie przypomnę moje dzieciństwo to miałam podobnie. Nie byłam zainteresowana telewizją, bajkami… Wszędzie mnie było pełno, a telewizja była za nudna.

Najlepsza zabawa jest wtedy kiedy można użyć rzeczy dorosłych i się nimi bawić. Torebki, ubrania babci, moje kosmetyki.

Pan Rafał: A co się działo ostatnio jak przysłaliście mi zdjęcia dzieci z rajstopami na głowach?

Pani Kinga: A, to była zabawa w zwierzęta…

MB: To było tak, że Państwo uczyli ich zabawy? Czy nie było takiej potrzeby?

Pani Kinga: Wydawało mi się, że specjalnie nie uczyliśmy, ale teraz gdy sobie przypominam jak dzieci były młodsze to często mąż wymyślał im zabawy, poświęcał im 5 czy 10 minut na rozpoczęcie czegoś a później już kontynuowali sami. Teraz już bawią się tak, że my byśmy na to nie wpadli. 

Pan Rafał: Kiedyś np. budowałem budę dla psa, syn mi pomagał w tym, a później przez 3 dni zanim pies tam zamieszkał to dzieci tam siedziały i to była super frajda.

MB: Jak tak słucham to się wydaje, że Państwo na dużo dzieciom pozwalają…

Pani Kinga: Tak. Jak dajemy im coś do zabawy to zwykle są to już rzeczy do wyrzucenia. Stare ubrania, sprzęty i z tego może być świetna zabawa. Nie zabraniamy się im ubrudzić, mogą dotykać różnych rzeczy, sprawdzać…

Pan Rafał: Po tych zabawach czasami dzieci wyglądają jak po poligonie wojskowym i zostają im tylko białe oczy. Jak jest ciepło to trzeba je najpierw wężem opłukać….

Pani Kinga: I są przy tym przeszczęśliwe a później szybko wykończeni zasypiają. Ostatnio robiłam renowację stolika i też dziewczynom dałam spróbować jak taka maszyna, której używałam działa.

MB: Na pewno jest tak, że gdy dzieci się bawią zdarzają się konflikty. Co wtedy?

Pan Rafał: Jasne! „Mamo, tato, bo ona/on…”

Pani Kinga: Kiedy zdarzają się im kłótnie, ale widzimy że same dochodzą do porozumienia to wtedy nie ingerujemy. Ale kiedy już jest wielki płacz to wtedy wkraczamy. Często im powtarzam, że jako rodzeństwo muszą się wspierać i szanować. I czasami jest tak, że się wygrywa a czasem się przegrywa.

MB: A dochodzą Państwo do tego kto był winny? Czy staracie się tego unikać?

Pan Rafał: Raczej dopytujemy co się stało. Ale nie po to, żeby kogoś karać tylko wyjaśnić. Wczoraj np. dzieciaki dostały po zabawce. Syn dostał samochodzik, który córka próbując rozpakować popsuła. No i był wielki płacz syna, że miał popsutą zabawkę…

Pani Kinga: … i Kornelii, że sprawiła bratu przykrość. I wtedy staraliśmy się wyjaśnić, że takie rzeczy się zdarzają, że nie zrobiła tego celowo. Kornelia sama brata przeprosiła, tata naprawił zabawkę i wszystko skończyło się dobrze. Co ciekawe dzień wcześniej miała miejsce sytuacja, że któreś z rodzeństwa zniszczyło własność Kornelii. Nawiązaliśmy do tej sytuacji, żeby mała zobaczyła, że nie tylko jej się zdarza zrobić coś niefajnego przez przypadek, innym też.

MB: A co Państwo robicie, gdy dzieci się nudzą? Na przykład podczas podróży?

Pani Kinga: Szczerze? Oni rzadko się nudzą…

Pan Rafał: W czasie podróży najlepsza jest muzyka. Jak jej słuchamy to cały samochód chodzi na amortyzatorach. Czasem młodszy syn przychodzi po mnie, bo jestem oprócz niego jedynym chłopakiem w rodzinie… No i jeździmy samochodami. Są też chłopcy z sąsiedztwa jak trzeba towarzystwa dla syna.

MB: Państwa dzieci mają fajnie, zawsze jest się z kim pobawić. A co z jedynakami? Jak Państwo myślą, da się osiągnąć w ich wypadku taką samodzielność w organizowaniu czasu wolnego?

Pani Kinga: Na pewno jest trudniej. Gdy jest więcej dzieci dają sobie wzajemnie oparcie i się mobilizują. Są i minusy, bo czasem ze sobą rywalizują i wpadają na takie pomysły, które niekoniecznie nam się podobają. Wśród znajomych mam przykłady, że można fajnie wychować jedynaka. Na empatyczną, pomocną osobę, ale sama nie wiem jak to się dzieje, bo zawsze chciałam mieć więcej dzieci. Sama mam czterech braci, mąż ma dwójkę rodzeństwa i ja też chciałam mieć dużą rodzinę. Wydaje mi się, że po prostu takim dzieciom, które mają rodzeństwo jest później łatwiej.

Pan Rafał: Tak sobie myślę o tych zabawach, że pomoc nam jest też dla naszych dzieci zabawą….

Pani Kinga: Oni chyba sobie sami nie zdają sprawy ile nam pomagają… Ja nie wiem co to znaczy obierać czy kroić warzywa do sałatki…

Pan Rafał: Ja mam firmę, w której sprzątamy auta. I bardzo często dzieci są pierwsze: „Tato, a który odkurzacz?” . Czasami im podrzucam drobne pod fotel w samochodzie, żeby miały na lody za tą pracę. (śmiech) Albo składanie ubrań… Dzieci nie chciały tego robić, więc wymyśliłem grę w Piotrusia skarpetkami… Trzeba po prostu szukać par, kto ma najwięcej pojedynczych przegrywa.

MB: Zdajecie się być super rodziną…

Pani Kinga: To nie jest też tak, że zawsze jest kolorowo. Nam też zdarza się krzyknąć, kiedy dzieciaki przeginają. Ale chyba najważniejsze to wyznaczać im granice, żeby one wiedziały co wolno a co jest nie do przyjęcia.

MB: Bardzo dziękuję Państwu za rozmowę.