Sobota, 17 kwietnia 2021 r.
rozmiar czcionki: A- A A+ | kontrast

Janek w szkole

     Początek listopada. Strugi jesiennego deszczu spływają po szybie. Janek – od dwóch miesięcy uczeń czwartej klasy – przygląda się tworzonym przez deszcz wodnym wzorom, nieustannie zmieniającym kształty i niknącym w postaci wodospadu przy dolnej krawędzi okna. Na ich miejsce wytrwale napływają nowe deszczowe rzeki, rzeczki, strumienie i strumyki. Wyobraźnia chłopca zapełnia szybę klasowego okna obrazami tropikalnej zieleni rozpościerającej się nad szeroką taflą rzeki.

     Patrząc w okno, Janek słyszy głosy kolegów rozwiązujących przy tablicy matematyczne zadania. Słyszy zdenerwowany głos pani wyjaśniającej zawiłości działań wykonywanych zgodnie z prawem rozdzielności mnożenia i dzielenia względem dodawani i odejmowania. Na następnej godzinie będzie kolejna praca klasowa sprawdzająca stopień opanowania przez uczniów umiejętności z tego zakresu.

 

     Nauczycielka jest coraz bardziej zdenerwowana. Dwie poprzednie klasówki wypadły bardzo źle. Mimo ćwiczeń na lekcjach, mimo ogromnej ilości zadań wykonywanych w domu – ten dział wciąż sprawia uczniom problemy nie do pokonania. Matematyczka czuje się bezsilna.  Tyle pracy i znowu więcej niż połowa uczniów nie otrzyma pozytywnej oceny. W ocenie dyrektora taki wynik będzie świadczył o tym, że ona nie potrafi dobrze uczyć. „Ale jak można nauczyć te dzieci. One chyba w ogóle nie starają się myśleć.” Przez moment nauczycielka pomyślała, że trudności, jakie towarzyszą uczniom mogą być wynikiem niedostosowania programu nauczania matematyki do możliwości rozwojowych dzieci. Z czasów studiów pamiętała, że wiek 7 – 12 lat to stadium konkretnooperacyjne w rozwoju myślenia dziecka, czyli operacje myślowe związane są jeszcze bardzo ściśle z czynnościami wykonywanymi na przedmiotach. Rozwój myślenia abstrakcyjnego następuje dopiero w wieku około 12 lat. A ci świeżo upieczeni czwartoklasiści mają zaledwie dziesięć lat. Ale co ją to w końcu obchodzi. Tak został zaplanowany program matematyki. Ona jest tylko zwykłą nauczycielką, która ma nauczyć uczniów tego, nad czym pracowali wybitni dydaktycy. Jeżeli oni tak zdecydowali to tak ma być: uczniowie muszą właśnie teraz opanować tę umiejętność. A jeżeli sprawia im to trudność, to chyba tylko dlatego, że za mało się uczą. Rodzice wprawdzie mówią, że dzieci bardzo dużo czasu spędzają nad matematyką, ale rodzice zawsze będą bronić swoich dzieci.

     Jankowi robi się przykro. Słyszy, jak pani krzyczy na Olka, który nie potrafi rozwiązać wyjaśnianego już kilka razy zadania. Olek to przyjaciel Janka. Bardzo ładnie recytuje, wygrał kilka konkursów plastycznych, doskonale zna się na uzbrojeniu żołnierzy walczących w różnych wojnach. Ale nie może zrozumieć o co chodzi z tą rozdzielnością. Czasami udaje mu się dobrze trafić i wtedy pani jest zadowolona. Teraz jednak Olkowi się nie udało. Wraca do ławki, a pani przepowiada, że o zdaniu do następnej klasy to nie ma on co myśleć. Janek nie patrzy na przyjaciela, ale wie, że Olek z uśmiechem rozgląda się po klasie, jakby chciał powiedzieć, że to wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia. Janek wie też, że Olek potrząsa swoimi długimi jasnymi włosami  tak, żeby grzywka jak najszybciej zakryła oczy, w których już zaczynają lśnić łzy. Łzy, które przyjaciel wytrze po kryjomu, kiedy pani i koledzy przestaną na niego patrzeć.

     „Janek! Zeszyt!”. Janek odwraca wzrok od szyby. Wstaje, bierze do ręki zeszyt i spokojnie idzie w stronę nauczycielki. Janek jako jedyny uczeń w klasie ze wszystkich dotychczasowych klasówek dostał piątki. Nie wie, jak to się dzieje, ale zawsze rozumie treść zadań i treść poleceń. Wie, jak wykonać obliczenia, które jego kolegom sprawiają problem. Nie denerwuje się przy tablicy, bo nawet nowe zadania nie są dla niego trudne. Teraz też kieruje się w stronę tablicy przekonany, że pani za chwilę podyktuje mu zadanie do rozwiązania. Pani jednak nie dyktuje zadania tylko wyciąga rękę po zeszyt i zdenerwowana mówi podniesionym głosem: „Co ty sobie wyobrażasz? Nie uważasz, cały czas patrzysz w okno, nawet nie otworzyłeś książki i zeszytu. Wpisuję ci uwagę. Jak dostaniesz jedynkę z klasówki, to żeby rodzice wiedzieli, że nic nie robiłeś na lekcji, którą poświeciłam na przygotowanie was do pracy klasowej.”

     Janek stoi przy biurku. Z niepewnym uśmiechem patrzy na przyglądających mu się  kolegów, ale co chwilę zerka na panią pracowicie piszącą kolejne zdanie w jego zeszycie. „Dlaczego pani myśli, że dostanę jedynkę z klasówki? Patrzyłem w okno, to prawda, ale przecież wszystko słyszałem, potrafiłbym wykonać każde zadanie, które koledzy rozwiązywali przy tablicy. Pani nie mówiła, że mamy mieć otwarte książki. W zeszytach też nic nie kazała zapisywać.”

     Dzwonek. Nauczycielka podaje Jankowi zeszyt. „Siadaj! Po przerwie piszemy. Okaże się kto uważał, a kto nie.”

     Tego dnia, po skończonych lekcjach Janek szybko biegnie do domu. „Żeby tylko mama już była.” Drzwi nie są zamknięte na klucz. „Mamo! – woła od progu. – Dostałem uwagę.” Mama wychodzi z kuchni, całuje chłopca, przytula i spokojnie pyta: „Co się stało synku?”

     Mama i Janek siedzą obok siebie w fotelu. Chłopiec szybko opowiada uważnie słuchającej go mamie o tym, co działo się dzisiaj na lekcji matematyki. Mama spokojnie zadaje kilka pytań:

  • Czy zachowywałeś się tak, że dezorganizowałeś lekcję? Czy może z twojego powodu koledzy nie mogli skupić się podczas rozwiązywania zadań?
  • Nie, ja się w ogóle nie odzywałem. Patrzyłem w okno. Padał deszcz i po szybie płynęły deszczowe rzeki.
  • Czy pani zwróciła ci uwagę, że powinieneś mieć otwartą książkę i zeszyt?
  • Niektórzy mieli otwarte zeszyty, ale nie trzeba było nic zapisywać, bo to była lekcja przeznaczona na ćwiczenia przy tablicy.
  • A czy pani zapytała cię o rozwiązanie jakiegoś zadania, a ty nie potrafiłeś udzielić właściwej odpowiedzi?
  • Pani tylko chciała żebym podał zeszyt i wpisała mi uwagę. Ale wiesz mamo, ja chyba znowu dostanę piątkę z klasówki. Zrobiłem wszystkie zadania, nawet to dla chętnych.

Mama przez chwilę siedziała w milczeniu, przytuliła Janka i powiedziała:

  • Myślę, że jeżeli sytuacja wyglądała tak, jak mi opowiedziałeś to nie jesteś
    odpowiedzialny za to, co się wydarzyło. Oczywiście oczekuję synku, że będziesz przestrzegał w czasie lekcji zasad, jeżeli takie będą ustalane.

„Jak dobrze, że mama potrafi to wszystko zrozumieć.” Janek poczuł, że ma ochotę biegać
z radości.

  • Pójdę na boisko, dobrze?

      Chwilę po tym, jak Janek wyszedł na boisko, mama odebrała telefon ze szkoły. Dzwoniła wychowawczyni Janka. Wyjaśniła, że dzwoni na prośbę nauczycielki matematyki, która chce, aby rodzice Janka wiedzieli, że ma on wpisaną uwagę bo nie uważał dzisiaj na lekcji. Mama wyjaśniła, że syn powiedział jej o uwadze. Rozmawiając z wychowawczynią przekonała się, że Janek bardzo rzetelnie opisał całą sytuację. Zapytała dlaczego syn został ukarany uwagą skoro nie przeszkadzał w prowadzeniu lekcji, a pani nie sprawdziła czy potrafi on wykonać któreś z zadań rozwiązywanych na tablicy. Wychowawczyni próbowała tłumaczyć koleżankę, która może nie znać na tyle dobrze wszystkich uczniów żeby wiedzieć, że Janek radzi sobie z matematyką. Trzymając przy uchu słuchawkę, mama pomyślała, że czuje się chyba tak samo zdezorientowana, jak czuł się na lekcji matematyki jej syn wywołany przez nauczycielkę do podania zeszytu.

 

Napisała: Lidia Wojtaszewska

(Artykuł wydrukowany w miesięczniku „Życie Szkoły” nr 9/2007)